Polskie Stronnictwo Ludowe - życzliwość i normalność, rzetelność w gospodarce, rozwaga w polityce...

Witamy na stronie internetowej Zarządu Wojewódzkiego Polskiego Stronnictwa Ludowego w Opolu.
Biuro mieści się przy ul. Katowickiej 55/6 w Opolu.

Serdecznie zapraszamy.


Wzrośnie płaca minimalna…

My w tej chwili musimy konkurować z płacami starej Unii Europejskiej, mamy jednolity rynek i proszę pamiętać, że płace u nas są stosunkowo niskie. Nie mam zatem wrażenia, że podwyżka płacy minimalnej, która zachowuje relacje – powtarzam jeszcze raz – do płacy przeciętnej, jest nadmierna. W sytuacji, kiedy przede wszystkim wszyscy powinni się utrzymywać z pracy, czyli z tego, co zarobią, płaca minimalna jest ważną kategorią. – powiedziała minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak w Sygnałach Dnia
Krzysztof Grzesiowski: W Sygnałach gość: minister pracy i polityki społecznej, pani Jolanta Fedak. Dzień dobry, pani minister.
Jolanta Fedak: Dzień dobry panom, dzień dobry państwu.
K.G.: Tak z technicznego punktu widzenia, właściwie prawnego, kto ustala płacę minimalną?
J.F.: Rząd.
K.G.: I to co roku jest, tak?
J.F.: Tak. Rząd po wyczerpaniu procedury, która polega na negocjacjach w komisji trójstronnej, jeżeli komisja trójstronna dojdzie do porozumienia i w tej kwestii podpisze wspólne stanowisko, to rząd publikuje tę płacę minimalną. Jeżeli natomiast nie dojdzie do porozumienia, ogłasza po prostu rząd drogą rozporządzenia.
K.G.: I pani propozycja na płacę minimalną od 1 stycznia 2012 roku brzmi?
J.F.: 1500 złotych, to jest propozycja…
K.G.: Brutto?
J.F.: Tak. To jest propozycja rządu, czyli rząd przedstawił taką propozycję komisji trójstronnej i teraz będą trwały negocjacje, jeżeli komisja się zgodzi, to taka płaca minimalna będzie ogłoszona.
K.G.: Teraz mamy 1386 złotych, to jest ta płaca?
J.F.: Tak, 1386 złotych, płaca minimalna wzrośnie o 114 złotych i będzie w relacji do średniej płacy wynosiła mniej więcej 41,5%.
K.G.: A jak to się wylicza? Że tu 1386, no to teraz zaproponujemy 1500, a nie na przykład, jak swego czasu chciała Solidarność zdaje się na początku tego roku, 1676 złotych, to była taka propozycja.
J.F.: To się wylicza, biorąc pod uwagę wskaźniki makroekonomiczne, które podaje do budżetu czy do założeń budżetu minister finansów. Nadwyżka ponad to, co ustawowo się należy w tym wzroście jest właśnie przedmiotem negocjacji między partnerami społecznymi w komisji trójstronnej, czyli pracodawcami i związkami zawodowymi i rządem.
K.G.: Pani minister, Dariusz Filar z Rady Gospodarczej przy premierze, mówiąc o tej propozycji 1500 złotych płacy minimalnej, powiada, że to jest typowy pomysł populistyczny i dodaje: „Nie wiem, po co zgłoszony. Z teorii ekonomii wynika, że płaca minimalna ustalona na poziomie wyższym niż rynkowy przyczynia się do wzrostu bezrobocia. To się mówi studentom ekonomii na I roku”.
J.F.: Nie sądzę, ja myślę, że to jest taki trochę przestarzały pogląd. My w tej chwili musimy konkurować z płacami starej Unii Europejskiej, mamy jednolity rynek i proszę pamiętać, że płace u nas są stosunkowo niskie. Nie mam zatem wrażenia, że podwyżka płacy minimalnej, która zachowuje relacje – powtarzam jeszcze raz – do płacy przeciętnej, jest nadmierna. W sytuacji, kiedy przede wszystkim wszyscy powinni się utrzymywać z pracy, czyli z tego, co zarobią, płaca minimalna jest ważną kategorią. W Polsce przedsiębiorstwa, które mają powyżej 10 pracowników, około 4-5% właśnie pracowników otrzymuje płacę minimalną. Proszę zatem zobaczyć, jak trudno się za 1500 złotych po prostu utrzymać, zwłaszcza wtedy, kiedy rosną bardzo mocno ceny żywności. Jeżeli uznamy, że płaca minimalna będzie niższa, to po prostu wielu osobom nie opłaci się w ogóle pracować.
K.G.: No właśnie, bo jeśli szukać kontrargumentów na pomysł rządu ze strony pracodawców, oni mówią krótko: w związku z tym, że przyjdzie nam płacić więcej, ergo: będzie drożej. I co pani minister sądzi?
J.F.: No tak, drożej już jest w tej chwili, nawet jeżeli płacą mniej…
K.G.: No tak. Tylko nie wiem, czy kiedykolwiek (…)
J.F.: … tak że ten argument nie ma większego znaczenia.
K.G.: Pomysł popierają, oczywiście, związkowcy tak z OPZZ, jak i z Solidarności, co zrozumiałe. Twierdzą, że dla wielu pracujących jest to jedyna szansa na większe zarobki. Czyli możemy uznać tę propozycję za przyjętą? Jak będzie jeszcze wyglądała procedura?
J.F.: Ja bym powiedziała tak: ani związkowcy nie są w pełni zadowoleni…
K.G.: No, żeby było więcej.
J.F.: …chcieliby bowiem, żeby ta relacja rosła szybciej do płacy przeciętnej, ani pracodawcy, którzy uznają, że jest stosunkowo wysoka. Więc ja myślę, że ta propozycja rządu jest dobrym kompromisem.
K.G.: Pani minister, o co chodzi w pracach dotyczących zmian w ustawach o świadczeniach rodzinnych i o pomocy społecznej?
J.F.: Chodzi między innymi o to, aby podnieść progi interwencji, czyli te progi, od których my przyznajemy świadczenia rodzinne lub świadczenia z pomocy społecznej.
K.G.: To jest wskaźnik, taka przymiarka, tak? 2,1% w tej chwili?
J.F.: To jest taka przymiarka pierwsza do tego, żeby podnieść świadczenia zarówno jedne, czyli z pomocy społecznej, jak i świadczenia rodzinne, które od wielu lat nie rosły. W tej chwili widzimy, że koszty utrzymania są dużo większe, między innymi przez to, że nastąpiła zwyżka cen żywności, i chcielibyśmy, aby tym osobom, które mają najgorzej, czyli rodzinom z dziećmi, a także rodzinom, które przeżywają pewne problemy i kłopoty i korzystają z pomocy społecznej, podnieść ten próg interwencji. W tej chwili wiele rodzin ma dochody trochę wyższe i wypada nam z tego systemu zasilenia właśnie pieniądzem zarówno na świadczenia rodzinne, jak i na świadczenia z pomocy społecznej.
K.G.: No właśnie, polityka społeczna. Idą wybory, więc teraz partie będą się licytowały w różnych propozycjach dotyczących właśnie polityki społecznej. Nie wiem, czy pani minister może zapoznała się z nową polityką na rzecz rodziny, to jest autorstwa partii Polska jest Niepodległa… Najważniejsza. Ot, jeden z postulatów: zapewnienie 400 złotych miesięcznie na każde dziecko w rodzinie. Na przykład.
J.F.: To jest bardzo dobry postulat, należałoby tylko…
K.G.: Konto edukacyjne dla każdego czterolatka w wysokości 200 złotych miesięcznie do ukończenia 26. roku życia.
J.F.: Należałoby tylko wskazać źródło pokrycia tych wydatków, to po pierwsze. A po drugie – najlepiej jednak byłoby, gdyby Polacy mogli się w pierwszej kolejności utrzymać z zarobków i z pracy, czyli ważny jest rozwój, ważne są dobre miejsca pracy i przyzwoita płaca.
K.G.: Hm, miejsca pracy. Jaki będzie wskaźnik bezrobocia pod koniec tego roku? Jak pani sądzi?
J.F.: Rząd przewiduje, że ten wskaźnik będzie w okolicach 11%.
K.G.: A jakie były założenia?
J.F.: Założenia są poprawione w planie wieloletnim, założenia były bardziej optymistyczne, poniżej 10%.
K.G.: Może być niższe po 1 maja bezrobocie w naszym kraju.
J.F.: Dlaczego?
K.G.: No, pewnie jednak parę osób zdecyduje się na pracę za granicą.
J.F.: Być może parę…
K.G.: Otwiera się rynek niemiecki i austriacki.
J.F.: …parę osób się zdecyduje, ale chciałabym powiedzieć, że w pierwszej kolejności przewidujemy, że zalegalizują swoją obecność tam ci, którzy już pracują i którzy ten rynek znają. Rynek niemiecki jest dość wymagającym rynkiem pracy, przede wszystkim wymaga od tych, którzy tam przyjadą, znajomości języka niemieckiego. Polacy jednak częściej uczą się angielskiego, stąd łatwiejszy dla nich jest ten rynek anglosaski, tak bym powiedziała. Po drugie – część z nich już na tym rynku jest obecna i pracuje nielegalnie, a zatem dla nich będzie łatwiej zalegalizować zarówno pobyt, jak i pracę. Po trzecie – wszystko będzie zależało od tego, jak będą się rozwijały kraje również starej Unii Europejskiej, jaki będzie wzrost gospodarczy. Również sytuacja gospodarcza Polski od tego jest uzależniona.
K.G.: Cytowaliśmy dzisiaj fragment artykułu z Rzeczpospolitej dotyczący właśnie otwarcia przez Republikę Federalną rynku pracy. Jest takie zdanie, taki cytat: „Na wyjazdy zarobkowe zdecydowani są przede wszystkim specjaliści, prawie 70% z nich ma takie plany, jednak sporo chętnych, bo 46%, jest także wśród menedżerów, w tym prawie co piąty z dyrektorów”. To trochę… nieco inne spojrzenie na to, co się może stać z Polakami chcącymi wyjechać do Niemiec niż prezentuje Ministerstwo Pracy, czyli…
J.F.: Ten rynek menadżerów on jest stosunkowo płynny już w tej chwili, czyli osoby, które zajmują wysokie stanowiska w zarządzaniu gospodarką czy przedsiębiorstwami, one już w tej chwili mają ułatwioną możliwość zawierania kontraktów w całej starej Unii Europejskiej. Tylko trzeba pamiętać, że tych osób jest stosunkowo niewiele. Dotychczasowe kontyngenty, które przeznaczały dla Polaków, np. takie kraje, jak Niemcy czy Austria, w konkretnych specjalnościach, takich jak informatyka czy właśnie stanowiska związane z wykształceniem technicznym, nie były wykorzystywane. Tak że nie spodziewamy się, żeby nagle teraz nastąpiła gwałtowna zmiana.
K.G.: A o jakiej liczbie osób mówimy? Ile osób może skorzystać z tej okazji i wyjechać do pracy w Niemczech czy w Austrii?
J.F.: Mówimy o mniej więcej 300-400 tysiącach osób, ale w ciągu kilku lat, 3-4 lat.
K.G.: Czyli to nie będzie jednorazowy wyjazd, kilkaset osób nagle zniknie z rynku pracy w Polsce.
J.F.: Nie sądzę, żeby tak było. Rynek niemiecki jest także stosunkowo blisko Polski, a więc mamy tu do czynienia także z taką migracją czasową, wyjazd np. na tydzień. Ja jestem z województwa lubuskiego, tam od wielu lat Polacy wyjeżdżali do pracy na tydzień na przykład i wracali do domu na weekend.
K.G.: Zostawmy politykę, pani minister, na sam koniec. Jak święta, jak przygotowania do świąt?
J.F.: No, przygotowania do świąt… tymi rzeczami zajęła się rodzina, czyli mój mąż i moja siostra, a ja będę na koniec próbowała jakoś zasłużyć się, żeby to wyglądało dobrze.
K.G.: Jakąś specjalnością świąteczną?
J.F.: No tak, oczywiście, jak każda rodzina, mamy specjalne potrawy, które będziemy spożywać, ale głównie będziemy odpoczywać i rozmawiać między sobą, na co w ciągu tygodnia nie ma czasu, ponieważ ja jestem w Warszawie, a rodzina w Zielonej Górze.
K.G.: No to będzie okazja. Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej, nasz gość. Pani minister, dziękujemy za wizytę i za rozmowę.
J.F.: Dziękuję panom, dziękuję państwu.
(J.M.)

Wzrośnie płaca minimalnaMy w tej chwili musimy konkurować z płacami starej Unii Europejskiej, mamy jednolity rynek i proszę pamiętać, że płace u nas są stosunkowo niskie. Nie mam zatem wrażenia, że podwyżka płacy minimalnej, która zachowuje relacje – powtarzam jeszcze raz – do płacy przeciętnej, jest nadmierna. W sytuacji, kiedy przede wszystkim wszyscy powinni się utrzymywać z pracy, czyli z tego, co zarobią, płaca minimalna jest ważną kategorią. – powiedziała minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak w Sygnałach DniaKrzysztof Grzesiowski: W Sygnałach gość: minister pracy i polityki społecznej, pani Jolanta Fedak. Dzień dobry, pani minister. Jolanta Fedak: Dzień dobry panom, dzień dobry państwu.K.G.: Tak z technicznego punktu widzenia, właściwie prawnego, kto ustala płacę minimalną?J.F.: Rząd.K.G.: I to co roku jest, tak?J.F.: Tak. Rząd po wyczerpaniu procedury, która polega na negocjacjach w komisji trójstronnej, jeżeli komisja trójstronna dojdzie do porozumienia i w tej kwestii podpisze wspólne stanowisko, to rząd publikuje tę płacę minimalną. Jeżeli natomiast nie dojdzie do porozumienia, ogłasza po prostu rząd drogą rozporządzenia.K.G.: I pani propozycja na płacę minimalną od 1 stycznia 2012 roku brzmi?J.F.: 1500 złotych, to jest propozycja…K.G.: Brutto?J.F.: Tak. To jest propozycja rządu, czyli rząd przedstawił taką propozycję komisji trójstronnej i teraz będą trwały negocjacje, jeżeli komisja się zgodzi, to taka płaca minimalna będzie ogłoszona.K.G.: Teraz mamy 1386 złotych, to jest ta płaca?J.F.: Tak, 1386 złotych, płaca minimalna wzrośnie o 114 złotych i będzie w relacji do średniej płacy wynosiła mniej więcej 41,5%.K.G.: A jak to się wylicza? Że tu 1386, no to teraz zaproponujemy 1500, a nie na przykład, jak swego czasu chciała Solidarność zdaje się na początku tego roku, 1676 złotych, to była taka propozycja.J.F.: To się wylicza, biorąc pod uwagę wskaźniki makroekonomiczne, które podaje do budżetu czy do założeń budżetu minister finansów. Nadwyżka ponad to, co ustawowo się należy w tym wzroście jest właśnie przedmiotem negocjacji między partnerami społecznymi w komisji trójstronnej, czyli pracodawcami i związkami zawodowymi i rządem.K.G.: Pani minister, Dariusz Filar z Rady Gospodarczej przy premierze, mówiąc o tej propozycji 1500 złotych płacy minimalnej, powiada, że to jest typowy pomysł populistyczny i dodaje: „Nie wiem, po co zgłoszony. Z teorii ekonomii wynika, że płaca minimalna ustalona na poziomie wyższym niż rynkowy przyczynia się do wzrostu bezrobocia. To się mówi studentom ekonomii na I roku”. J.F.: Nie sądzę, ja myślę, że to jest taki trochę przestarzały pogląd. My w tej chwili musimy konkurować z płacami starej Unii Europejskiej, mamy jednolity rynek i proszę pamiętać, że płace u nas są stosunkowo niskie. Nie mam zatem wrażenia, że podwyżka płacy minimalnej, która zachowuje relacje – powtarzam jeszcze raz – do płacy przeciętnej, jest nadmierna. W sytuacji, kiedy przede wszystkim wszyscy powinni się utrzymywać z pracy, czyli z tego, co zarobią, płaca minimalna jest ważną kategorią. W Polsce przedsiębiorstwa, które mają powyżej 10 pracowników, około 4-5% właśnie pracowników otrzymuje płacę minimalną. Proszę zatem zobaczyć, jak trudno się za 1500 złotych po prostu utrzymać, zwłaszcza wtedy, kiedy rosną bardzo mocno ceny żywności. Jeżeli uznamy, że płaca minimalna będzie niższa, to po prostu wielu osobom nie opłaci się w ogóle pracować.K.G.: No właśnie, bo jeśli szukać kontrargumentów na pomysł rządu ze strony pracodawców, oni mówią krótko: w związku z tym, że przyjdzie nam płacić więcej, ergo: będzie drożej. I co pani minister sądzi?J.F.: No tak, drożej już jest w tej chwili, nawet jeżeli płacą mniej…K.G.: No tak. Tylko nie wiem, czy kiedykolwiek (…)J.F.: … tak że ten argument nie ma większego znaczenia.K.G.: Pomysł popierają, oczywiście, związkowcy tak z OPZZ, jak i z Solidarności, co zrozumiałe. Twierdzą, że dla wielu pracujących jest to jedyna szansa na większe zarobki. Czyli możemy uznać tę propozycję za przyjętą? Jak będzie jeszcze wyglądała procedura?J.F.: Ja bym powiedziała tak: ani związkowcy nie są w pełni zadowoleni…K.G.: No, żeby było więcej.J.F.: …chcieliby bowiem, żeby ta relacja rosła szybciej do płacy przeciętnej, ani pracodawcy, którzy uznają, że jest stosunkowo wysoka. Więc ja myślę, że ta propozycja rządu jest dobrym kompromisem.K.G.: Pani minister, o co chodzi w pracach dotyczących zmian w ustawach o świadczeniach rodzinnych i o pomocy społecznej?J.F.: Chodzi między innymi o to, aby podnieść progi interwencji, czyli te progi, od których my przyznajemy świadczenia rodzinne lub świadczenia z pomocy społecznej.K.G.: To jest wskaźnik, taka przymiarka, tak? 2,1% w tej chwili?J.F.: To jest taka przymiarka pierwsza do tego, żeby podnieść świadczenia zarówno jedne, czyli z pomocy społecznej, jak i świadczenia rodzinne, które od wielu lat nie rosły. W tej chwili widzimy, że koszty utrzymania są dużo większe, między innymi przez to, że nastąpiła zwyżka cen żywności, i chcielibyśmy, aby tym osobom, które mają najgorzej, czyli rodzinom z dziećmi, a także rodzinom, które przeżywają pewne problemy i kłopoty i korzystają z pomocy społecznej, podnieść ten próg interwencji. W tej chwili wiele rodzin ma dochody trochę wyższe i wypada nam z tego systemu zasilenia właśnie pieniądzem zarówno na świadczenia rodzinne, jak i na świadczenia z pomocy społecznej.K.G.: No właśnie, polityka społeczna. Idą wybory, więc teraz partie będą się licytowały w różnych propozycjach dotyczących właśnie polityki społecznej. Nie wiem, czy pani minister może zapoznała się z nową polityką na rzecz rodziny, to jest autorstwa partii Polska jest Niepodległa… Najważniejsza. Ot, jeden z postulatów: zapewnienie 400 złotych miesięcznie na każde dziecko w rodzinie. Na przykład.J.F.: To jest bardzo dobry postulat, należałoby tylko…K.G.: Konto edukacyjne dla każdego czterolatka w wysokości 200 złotych miesięcznie do ukończenia 26. roku życia. J.F.: Należałoby tylko wskazać źródło pokrycia tych wydatków, to po pierwsze. A po drugie – najlepiej jednak byłoby, gdyby Polacy mogli się w pierwszej kolejności utrzymać z zarobków i z pracy, czyli ważny jest rozwój, ważne są dobre miejsca pracy i przyzwoita płaca.K.G.: Hm, miejsca pracy. Jaki będzie wskaźnik bezrobocia pod koniec tego roku? Jak pani sądzi?J.F.: Rząd przewiduje, że ten wskaźnik będzie w okolicach 11%.K.G.: A jakie były założenia?J.F.: Założenia są poprawione w planie wieloletnim, założenia były bardziej optymistyczne, poniżej 10%.K.G.: Może być niższe po 1 maja bezrobocie w naszym kraju. J.F.: Dlaczego?K.G.: No, pewnie jednak parę osób zdecyduje się na pracę za granicą.J.F.: Być może parę…K.G.: Otwiera się rynek niemiecki i austriacki. J.F.: …parę osób się zdecyduje, ale chciałabym powiedzieć, że w pierwszej kolejności przewidujemy, że zalegalizują swoją obecność tam ci, którzy już pracują i którzy ten rynek znają. Rynek niemiecki jest dość wymagającym rynkiem pracy, przede wszystkim wymaga od tych, którzy tam przyjadą, znajomości języka niemieckiego. Polacy jednak częściej uczą się angielskiego, stąd łatwiejszy dla nich jest ten rynek anglosaski, tak bym powiedziała. Po drugie – część z nich już na tym rynku jest obecna i pracuje nielegalnie, a zatem dla nich będzie łatwiej zalegalizować zarówno pobyt, jak i pracę. Po trzecie – wszystko będzie zależało od tego, jak będą się rozwijały kraje również starej Unii Europejskiej, jaki będzie wzrost gospodarczy. Również sytuacja gospodarcza Polski od tego jest uzależniona.K.G.: Cytowaliśmy dzisiaj fragment artykułu z Rzeczpospolitej dotyczący właśnie otwarcia przez Republikę Federalną rynku pracy. Jest takie zdanie, taki cytat: „Na wyjazdy zarobkowe zdecydowani są przede wszystkim specjaliści, prawie 70% z nich ma takie plany, jednak sporo chętnych, bo 46%, jest także wśród menedżerów, w tym prawie co piąty z dyrektorów”. To trochę… nieco inne spojrzenie na to, co się może stać z Polakami chcącymi wyjechać do Niemiec niż prezentuje Ministerstwo Pracy, czyli…J.F.: Ten rynek menadżerów on jest stosunkowo płynny już w tej chwili, czyli osoby, które zajmują wysokie stanowiska w zarządzaniu gospodarką czy przedsiębiorstwami, one już w tej chwili mają ułatwioną możliwość zawierania kontraktów w całej starej Unii Europejskiej. Tylko trzeba pamiętać, że tych osób jest stosunkowo niewiele. Dotychczasowe kontyngenty, które przeznaczały dla Polaków, np. takie kraje, jak Niemcy czy Austria, w konkretnych specjalnościach, takich jak informatyka czy właśnie stanowiska związane z wykształceniem technicznym, nie były wykorzystywane. Tak że nie spodziewamy się, żeby nagle teraz nastąpiła gwałtowna zmiana.K.G.: A o jakiej liczbie osób mówimy? Ile osób może skorzystać z tej okazji i wyjechać do pracy w Niemczech czy w Austrii?J.F.: Mówimy o mniej więcej 300-400 tysiącach osób, ale w ciągu kilku lat, 3-4 lat.K.G.: Czyli to nie będzie jednorazowy wyjazd, kilkaset osób nagle zniknie z rynku pracy w Polsce.J.F.: Nie sądzę, żeby tak było. Rynek niemiecki jest także stosunkowo blisko Polski, a więc mamy tu do czynienia także z taką migracją czasową, wyjazd np. na tydzień. Ja jestem z województwa lubuskiego, tam od wielu lat Polacy wyjeżdżali do pracy na tydzień na przykład i wracali do domu na weekend.K.G.: Zostawmy politykę, pani minister, na sam koniec. Jak święta, jak przygotowania do świąt?J.F.: No, przygotowania do świąt… tymi rzeczami zajęła się rodzina, czyli mój mąż i moja siostra, a ja będę na koniec próbowała jakoś zasłużyć się, żeby to wyglądało dobrze.K.G.: Jakąś specjalnością świąteczną?J.F.: No tak, oczywiście, jak każda rodzina, mamy specjalne potrawy, które będziemy spożywać, ale głównie będziemy odpoczywać i rozmawiać między sobą, na co w ciągu tygodnia nie ma czasu, ponieważ ja jestem w Warszawie, a rodzina w Zielonej Górze.K.G.: No to będzie okazja. Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej, nasz gość. Pani minister, dziękujemy za wizytę i za rozmowę.J.F.: Dziękuję panom, dziękuję państwu.(J.M.)



Wesołych Świąt…



Wywiad z nowym senatorem PSL Norbertem Krajczym

Dlaczego zdecydował się Pan na zmianę klubu parlamentarnego?

Z PiSu nikt mnie nie wyganiał, chociaż na pewno po 10 kwietnia wiele rzeczy się w tej partii zmieniło. Nie chciałbym mówić o „kuchni”, sprawach związanych z pracą, zwłaszcza o współpracy w naszym rejonie. Jednak ponieważ uważam, że przez tych parę miesięcy do końca kadencji a może i w nowej kadencji, będę mógł coś jeszcze zrobić dla kraju i moich wyborców, to nie ma mojej zgody na to, aby negować struktury państwa. Myślę tutaj o agresywnej retoryce PiSu wobec Pana Prezydenta, Pana Premiera, członków Rządu. Tym bardziej, że w katastrofie smoleńskiej zginęli także moi przyjaciele: Senatorowie Janina Felińska, Stanisław Zając, Marszałek Bochenek, Pan Marszałek Płażyński ale też oczywiście Pan Prezydent Kaczyński, który w lutym 2009 roku był w Nysie na moje zaproszenie. Między innymi wizytował w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej i szpital powiatowy.

Dlaczego wybrał Pan Klub Parlamentarny Polskiego Stronnictwa Ludowego?

Jestem ze wsią związany rodzinnie, ponieważ w województwie opolskim koło Głubczyc, skąd pochodzi mój ojciec, moja rodzina stanowiła 2/3 wioski. Spędzałem tam większość swoich wakacji, jeszcze jako uczeń szkoły średniej. Później gdy byłem studentem i latem jeździliśmy na żniwa, angażowałem się w pracę na wsi. Mama zajmowała się gotowaniem, ojciec chirurg rozładowywał plony a ja byłem młodym traktorzystą. Już jako lekarz większość swojej początkowej pracy miałem na wsi w gminnych ośrodkach zdrowia. Jako ginekolog także pracowałem na wsi w poradniach dla kobiet. Podczas tej pracy, o ile było można zajmowałem się profilaktyką zwłaszcza raka szyjki macicy, raka piersi, gdzie czasami trudno mi było diagnostyki, cytologii panie namówić. Stąd jestem znany w tym środowisku i to na wsi oraz w małych miasteczkach są moi wyborczy.

Jak został Pan przyjęty w Klubie Parlamentarnym Polskiego Stronnictwa Ludowego?

Jak tylko zgłosiłem akces do Klubu Parlamentarnego PSL zostałem pozytywnie przyjęty.  Najpierw  rozmawiałem z posłem Rakoczym, następnie zaproszono mnie na spotkanie  z prezydium klubu: Przewodniczącym Żelichowskim,  Marszałek Kierzkowską oraz dyrektorem Brzózką. Muszę powiedzieć,  że tylu serdeczności, ile spotkało mnie tego dnia, nie uświadczyłem przez 3 lata w PiSie. W poprzednim klubie mogłem tylko o tym pomarzyć. Od razu zaaprobowałem przejście „na ty”, co w Klubie PSL jest normą. Okazało się także, że Stanisław Żelichowski zaraz po studiach współpracował przy budowie nyskiego jeziora i oczywiście tego samego dnia został przeze mnie zaproszony do Nysy, aby zobaczyć, czy nasza tama wytrzyma jeszcze kolejny  okres. Po ostatnim posiedzeniu klubu  pan Premier Pawlak także powitał mnie przychylnie. Przyjął także moje zaproszenie na otwarcie lotniska dla helikoptera sanitarnego w Nysie.

Magda Wichrowska



Wicepremier Waldemar Pawlak: Inflacja nie powinna być pretekstem do podwyższania stóp procentowych

Inflacja nie powinna być pretekstem do podwyższania stóp procentowych. Drogi pieniądz może załamać gospodarkę – powiedział wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak podczas briefingu prasowego.
Zdaniem wicepremiera Waldemara Pawlaka zacieśnienie polityki monetarnej przy wzroście inflacji na poziomie 3-4 proc. może być niebezpieczne dla gospodarki. – Przy dyskusji o podwyższaniu stóp procentowych, trzeba zwrócić uwagę również na tendencję kształtowania się cen na rynkach światowych – podkreślił. – Pamiętajmy, że wzrost inflacji w Polsce jest wywołany w dużej mierze czynnikami zewnętrznymi, takimi jak rosnące ceny ropy i żywności na światowych giełdach – wyjaśnił wicepremier.
Minister gospodarki zwrócił uwagę na wysokość stóp procentowych w innych państwach. – W Polsce stopa podstawowa banku centralnego jest na poziomie 4 proc. W Stanach Zjednoczonych jest to 0,25 proc., w Wielkiej Brytanii 0,5 proc., a w strefie euro 1 proc. – wyjaśnił wicepremier.
Zdaniem wiceszefa rządu należy dążyć do utrzymania wzrostu PKB oraz poszukiwać rozwiązań, które będą ograniczać wzrost cen. – W Ministerstwie Gospodarki podejmujemy działania, które m.in. pomogą obniżyć ceny paliw – poinformował wicepremier Pawlak. Resort może wpłynąć na poziom cen paliw obniżając Narodowy Cel Wskaźnikowy, który określa wielkość biokomponentów dodawanych do paliwa.
W opinii ekspertów Departamentu Analiz i Prognoz (DAP) MG, w kwietniu ceny paliw i żywności będą wprawdzie nadal rosnąć, jednak skala wzrostu nie powinna być już tak wysoka, jak w marcu. – Przewidujemy, że od czerwca ceny zostaną skorygowane w dół. Oczywiście wiele będzie zależeć od międzynarodowej sytuacji – podsumowała dyrektor DAP Aneta Piątkowska.

Inflacja nie powinna być pretekstem do podwyższania stóp procentowych. Drogi pieniądz może załamać gospodarkę – powiedział wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak podczas briefingu prasowego.Zdaniem wicepremiera Waldemara Pawlaka zacieśnienie polityki monetarnej przy wzroście inflacji na poziomie 3-4 proc. może być niebezpieczne dla gospodarki. – Przy dyskusji o podwyższaniu stóp procentowych, trzeba zwrócić uwagę również na tendencję kształtowania się cen na rynkach światowych – podkreślił. – Pamiętajmy, że wzrost inflacji w Polsce jest wywołany w dużej mierze czynnikami zewnętrznymi, takimi jak rosnące ceny ropy i żywności na światowych giełdach – wyjaśnił wicepremier.Minister gospodarki zwrócił uwagę na wysokość stóp procentowych w innych państwach. – W Polsce stopa podstawowa banku centralnego jest na poziomie 4 proc. W Stanach Zjednoczonych jest to 0,25 proc., w Wielkiej Brytanii 0,5 proc., a w strefie euro 1 proc. – wyjaśnił wicepremier.Zdaniem wiceszefa rządu należy dążyć do utrzymania wzrostu PKB oraz poszukiwać rozwiązań, które będą ograniczać wzrost cen. – W Ministerstwie Gospodarki podejmujemy działania, które m.in. pomogą obniżyć ceny paliw – poinformował wicepremier Pawlak. Resort może wpłynąć na poziom cen paliw obniżając Narodowy Cel Wskaźnikowy, który określa wielkość biokomponentów dodawanych do paliwa.W opinii ekspertów Departamentu Analiz i Prognoz (DAP) MG, w kwietniu ceny paliw i żywności będą wprawdzie nadal rosnąć, jednak skala wzrostu nie powinna być już tak wysoka, jak w marcu. – Przewidujemy, że od czerwca ceny zostaną skorygowane w dół. Oczywiście wiele będzie zależeć od międzynarodowej sytuacji – podsumowała dyrektor DAP Aneta Piątkowska.



Wiceminister Kol. A.Butra w Kluczborku…

Na sesji Rady Powiatu w Kluczborku spotkaliśmy dzisiaj ( 14.04.2011r. ) wiceministra rolnictwa Kol. Andrzeja Butrę. To najlepszy dowód na to, że mimo obowiązków ministerialonych pamięta o sprawach powiatu, z którego się wywodzi i gdzie z ramienia PSL sprawuje mandat radnego.



…połączył nas Katyń…

Kiedy porankiem w sobotę 10 kwietnia 2010 roku dotarła do nas wiadomość o tragicznej katastrofie pod Smoleńskiem wszyscy łączyliśmy się z rodzinami tych,którzy zginęli. Przez pewien czas połączyła nas symbolika Katynia, symbolika nowej bolesnej ofiary. Echo tego wydarzenia przetoczyło się przez świat. Film “Katyń” obejrzano na całym świecie. Tak oto tragedia zbrodni katyńskiej sprzed 70 laty połączyła pielgrzymów z Polski. Połączyła ludzi różnych tradycji, różnych rodowodów – połączyła pamięć o wspólnej historii.

To tragiczne wydarzenie w którym zginął Prezydent Lech Kaczyński z małżonką Marią oraz 96 córek i synów Polski wstrząsnęło wszystkimi. Dziś przez tę ofiarę złożoną na ołtarzu pamięci narodowej nikt w Polsce, Europie czy świecie nie może powiedzieć, że nie wie co się stało w Katyniu. Żegnając tych, którzy zginęli mówiłem w Sejmie: “…zachowajmy ich nie tylko w pamięci, nie tylko w naszych sercach, ale także w naszych działaniach. Tak, aby Pan Prezydent, aby nasze koleżanki i koledzy, którzy zginęli, mogli być z nas dumni…”.

Minął rok. Wspomnijmy w zadumie, w ciszy serca, tych co zginęli pod Smoleńskiem. Wspomnijmy tych, co zamordowani w lesie katyńskim. Dziś w Lublinie będę

uczestniczył w upamiętnieniu Edwarda Wojtasa. Spotykamy się w gronie przyjaciół z rodziną, uczestniczymy we mszy – pamiętamy o Tobie Edward. Jutro w Mielcu będziemy wspominać Leszka Deptułę a w Krakowie Wiesia Wodę. Połączmy się w tych dniach z rodzinami wszystkich, którzy zginęli. To wsparcie jest im bardzo potrzebne.

Może na nowo potrafimy się połączyć…

Waldemar Pawlak

psl.org.pl



Zewnętrzna polityka energetyczna UE priorytetem polskiej Prezydencji

Przygotowania do objęcia przez Polskę przewodnictwa w Radzie UE oraz priorytety polskiej Prezydencji w dziedzinie energetyki były głównym przedmiotem rozmów wicepremiera, ministra gospodarki Waldemara Pawlaka z Güntherem Oettingerem, komisarzem UE ds. energii. Spotkanie odbyło się 31 marca 2011 r. w Ministerstwie Gospodarki.

Jak poinformował wicepremier Waldemar Pawlak, jednym z głównych priorytetów polskiego przewodnictwa będzie wzmocnienie zewnętrznej polityki energetycznej UE. - Uważamy, iż bez silnej i spójnej polityki w tej dziedzinie, UE nie będzie w stanie utrzymać swojej pozycji na światowym rynku - powiedział. – W rozmowach z partnerami, Unia jako całość może uzyskać znacznie więcej niż poszczególne kraje członkowskie - powiedział minister gospodarki.

Na początku marca 2011 r. Polska przekazała w ramach konsultacji społecznych do KE swoje propozycje nowych rozwiązań w tym obszarze. Zamknięciem pierwszego etapu prac będzie debata na temat wymiaru zewnętrznej polityki energetycznej UE, którą Polska chce przeprowadzić podczas posiedzenia nieformalnej Rady TTE we wrześniu 2011 r. we Wrocławiu. - Po jej zakończeniu przekażemy projekt konkluzji do dyskusji w grupach roboczych – wyjaśnił wicepremier Pawlak. - Z dużym zainteresowaniem oczekujemy też na komunikat Komisji Europejskiej w tej sprawie – dodał.

Jak podkreślił wiceszef rządu, Polskę bardzo interesują także dalsze prace nad rozporządzeniem o integralności i transparentności rynku energii. - Dostęp do informacji jest podstawowym warunkiem efektywnego funkcjonowania rynku – zaznaczył minister gospodarki. Nasz kraj będzie kontynuował postępowanie w tej sprawie prowadzone przez Prezydencję węgierską.

Komisarz Oettinger docenił zaangażowanie i konstruktywne podejście polskiego rządu do przygotowań do Prezydencji oraz zagadnień polityki energetycznej UE. - Przedstawiciele Polski bardzo aktywnie uczestniczą w posiedzeniach Rady TTE. Jestem przekonany, iż jesteście dobrze przygotowani do kontynuowania agendy energetycznej podczas Prezydencji – powiedział.

W opinii Gunthera Oettingera, Polska jest szczególnie predestynowana do zajęcia się tematyką zewnętrznej polityki energetycznej Unii. - Chodzi o stworzenie właściwej formuły reprezentowania europejskich interesów w tej dziedzinie – powiedział.

Zwrócił uwagę na wyzwania, jakie w tym obszarze stoją przed Polską podczas przewodniczenia Radzie UE. - Ustalenie kwestii zewnętrznej polityki energetycznej Wspólnoty jest konieczne m.in. ze względu na ostatnie wydarzenia w państwach basenu Morza Śródziemnego – powiedział. -  Uregulowania będą wymagały relacje z takimi krajami jak Libia, Algieria, Tunezja, Maroko. Na szczycie Rady Europejskiej w grudniu 2011 r. będą musiały zostać przedstawione konkretne propozycje – dodał.

Przypomniał, że w październiku w Wiedniu odbędą się obchody 5-lecia istnienia Europejskiej Wspólnoty Energetycznej. - Uroczystość tę moglibyśmy wykorzystać do merytorycznej pracy i przygotowań do rozmów z takimi sąsiadami Unii jak Ukraina, Czarnogóra i Mołdawia – zaproponował komisarz Oettinger. Ustalono, że zaproszone zostaną również państwa Afryki Północnej. Koordynacją rozmów ze strony Prezydencji polskiej zająć się ma podsekretarz stanu w MG Marcin Korolec.

Gunther Oettinger zapowiedział także, iż na wiosnę KE zamierza rozpocząć realizację założeń tzw. energy road map 2050- Zawiera ona długookresowe wytyczne co do przyszłego kształtu europejskiego mixu energetycznego, konsumpcji energii oraz zwiększania efektywności energetycznej – wyjaśnił. Bardziej szczegółowo założenia zostaną zaprezentowane w II poł. 2011 r.

Wicepremier Pawlak podziękował komisarzowi Oettingerowi za dotychczasową współpracę i wsparcie ze strony Komisji Europejskiej dla prac programowych polskiej Prezydencji w obszarze energii. - Będziemy ściśle współpracować nad realizacją agendy podczas polskiego przewodnictwa w radzie UE – zapewnił komisarz Oettinger.

psl.org.pl